Fizjologia tworzenia eliksiru uzdrawiania w ludzkim ciele jest zdumiewająca. Wszystko już tam jest, innymi słowy, nasz układ nerwowy, immunologiczny, trawienny i wszystko, co dotyczy funkcjonowania naszego ciała, jest już przystosowane, by współpracować z własną zdolnością do samoregeneracji i sięgania do źródeł uzdrawiana. W Chinach nazywa się to kultywowaniem życiowej energii, kultywowaniem qi.

 dr Roger Jahnke*

 

 

Qigong to trwająca od ponad 5000 lat holistyczna tradycja uzdrawiających ćwiczeń. To praktyka, na którą składają się uzdrawiające postawy i ruchy, automasaż, techniki oddechowe i medytacja. To jedna z metod tradycyjnej chińskiej medycyny (TCM), które służyły wyłącznie chińskim rodzinom królewskim, książęcym, nadwornym elitom – poza tą wąską grupą qigong przez całe stulecia był niedostępny.

Ale, o ironio, qigong nie wywodzi się z cesarskiego dworu, a z ludu. Jego początki sięgają okresu dynastii Zhou 1028–221 p.n.e.

Starożytni Chińczycy, którzy stworzyli zasady qigongu, byli prostymi ludźmi. To z nich później wyłonili się szamani i lekarze. Obserwowali oni przyrodę, cykle siania i zbiorów, cykle życia i śmierci, jak również zachowanie i energię zwierząt. Dlatego w stylach qigongu tak bardzo ważny stał się pojawiający się wciąż motyw postaw i ruchów zwierząt. Zanim qigong dostał swoją nazwę, pierwotnie nazywano go terapeutycznym tańcem szamańskim.

W Chinach do tej pory żyją ludzie, którzy nie znają qigongu lub zetknęli się z nim niedawno. Popularność tych ćwiczeń na dużą skalę pojawiła się tam w latach 50. ubiegłego wieku, kiedy qigong praktykowano i badano bardzo aktywnie. Powstały liczne sanatoria i centra treningowe. Ale w 1966 roku, gdy zaczęła się wielka rewolucja kulturalna, otwarte dla gigongu drzwi nagle zamknięto.

Na szczęście ta wspaniała tradycja przetrwała. Chińscy lekarze i mistrzowie praktykowali i przekazywali tę metodę kolejnym pokoleniom. Jej rozkwit zaczął się w latach 80. ubiegłego wieku. Chińczycy natychmiast uznali qigong za swój narodowy skarb. Od tego czasu aż do chwili obecnej rozkwita i dla dbających o zdrowie ponownie staje się priorytetem. Każdy, kto odwiedził chińskie miasta, dobrze zna taki obrazek: już od świtu parki, skwery czy zieleńce wypełnione są ćwiczącymi qigong lub taichi. Po jednej grupie przychodzi następna i następna. I tak aktywności zdrowotne mieszkańców trwają w Chinach do samego zmierzchu.

Na Zachodzie o gigongu zrobiło się głośno dopiero w ostatnich 20 latach, a jego praktyka staje się coraz popularniejsza dosłownie na całym świecie.

Przez tysiące lat praktycy tradycyjnego qigongu odnosili niewiarygodne korzyści z prostego, ale jakże potężnego sposobu uzdrawiania. Polega on na połączeniu oddechu, ruchu ciała oraz świadomej obecności (czyli bycia uważnym w chwili obecnej) i skierowaniu (mocą tej uważności) naturalnie płynącej energii na uzdrawianie, regenerację i wzmacnianie ciała-umysłu. Qigong i taichi przetrwały dzięki mędrcom i lekarzom, którzy potajemnie przekazywali je uczniom i pacjentom czy członkom rodziny. Prostota i skuteczność ćwiczeń zjednują im coraz więcej miłośników – każdy może się przekonać, że ma w sobie własną moc samouzdrawiania.

Większość społeczeństwa na Zachodzie również jest otwarta na starożytne wschodnie tajniki i wiedzę, które stały się obecnie ogólnie dostępne. Paradoksalnie jednak – choć temat dotyczy bezpośrednio zdrowia i leczenia – wygląda na to, że starożytna medycyna chińska więcej ma wspólnego z odkryciami współczesnej fizyki kwantowej niż ze współczesną medycyną alopatyczną. Ta druga konsekwentnie idzie drogą leczenia, głównie symptomów, środkami farmakologicznymi.

Specjalizując się w coraz to nowszych dziedzinach i jednostkach chorobowych całkowicie traci się przez to z pola widzenia niepodzielną całość żywego organizmu. Przykładowo w USA niełatwo jest przeprowadzić dokładne badania kliniczne metod medycyny komplementarnej, jaką jest TCM czy ajurweda, i promować je, ponieważ mogłoby się okazać, że ich prostota i skuteczność są poważnym zagrożeniem dla współczesnej „farma-medycyny”.

Ciało-umysł, a nawet emocje, są z natury stworzone do samouzdrawiania. Jeśli cierpisz z powodu bólu, stresu, depresji lub jakichkolwiek chronicznych dolegliwości albo chcesz porzucić nałóg czy też zwyczajnie pragniesz być zdrowy, witalny i pełen energii, może warto przyjrzeć się, jak prosta i łatwa praktyka qigongu i taichi wpływa na twoje narządy, emocje, dobre samopoczucie i stan ducha.

W medycynie chińskiej istnieją tylko dwie przyczyny chorób:

  1. Stagnacja qi lub jej zablokowanie – wówczas odczuwamy to jako ból.
  2. Niedobór qi lub nawet jej brak, co odczuwamy jako zmęczenie, dosłownie jako brak energii.

Łatwo więc zrozumieć, dlaczego qigong może uzdrawiać z wszelkich rodzajów chorób. Kiedy bowiem świadomie stymulujemy ruch qi, uwalniają się blokady i miejsca stagnacji, powodując swobodny przepływ tej energii. Tym samym ciało ponownie wraca do stanu równowagi. Następuje swoiste „domyślne ustawienie” ciała do jego naturalnego stanu. Dopasowuje się cały organizm, a nie tylko jego poszczególne części, osiągając w ten sposób swój najlepszy stan.

 

Korzyści, jakie daje qigong i taichi potwierdzone w badaniach

W przedstawionych poniżej badaniach klinicznych obok qigongu wymienia się wywodzącą się z niego młodszą metodę – taichi. Obie metody oparte są dokładnie na tym samym fundamencie i dlatego w badaniach potwierdzają się te same korzyści. Jak działają qigong i taichi?

 

l  Wprowadzają w stan rozluźnienia i relaksu, który w ciele odpowiada za redukcję stresu („Relaxation Response”**). Dzieje się to, kiedy umysł jest spokojny i nierozproszony. To obniża działanie podukładu sympatycznego w naszym autonomicznym systemie nerwowym, co z kolei wpływa na obniżenie tętna i ciśnienia krwi, rozszerza naczynia włosowate i optymalizuje dostarczeanie tlenu i odżywianie komórek.

 

l   Zmieniają profil chemiczny układu nerwowego, przyśpieszając jego funkcje uzdrawiania. Neurotransmitery, zwane również molekułami informacyjnymi, wpływają na receptory układu odpornościowego, nerwowego, trawiennego, hormonalnego i innych, w celu złagodzenia bólu, podniesienia wydajności organów, zmniejszenia niepokoju lub depresji i zneutralizowania uzależnień.

 

l   Poprawiają wydajność układu odpornościowego przez zwiększenie tempa przepływu limfy oraz uaktywnienie komórek immunologicznych.

 

l   Przyśpieszają pracę całego układu limfatycznego, co zwiększa odporność na choroby i infekcje dzięki eliminacji toksycznych produktów ubocznych przemiany materii ze szczelin między komórkami, organami i gruczołami.

 

l   Zwiększają wydajność przemiany materii komórek i regenerację tkanek poprzez zwiększenie krążenia tlenu i prawidłowo odżywionej krwi do mózgu, narządów i tkanek.

 

l   Koordynują i równoważą prawą i lewą półkulę mózgową, co wpływa na głębszy sen, jasność umysłu i zmniejsza niepokój i lęk.

 

l   Wywołują mózgowe fale alfa (a w niektórych przypadkach theta), co w znacznym stopniu obniża tętno i ciśnienie krwi, ułatwiając tym samym odpoczynek i koncentrację umysłu; to z kolei wpływa na zmniejszenie aktywności sympatycznego układu nerwowego odpowiadającego za stan działania, bycia w gotowości, ruchu, braku odpoczynku.

 

l   Wyrównują i łagodzą funkcje podwzgórza, szyszynki i przysadki mózgowej, jak również wyrównują płyn mózgowo-rdzeniowy w mózgu i rdzeniu kręgowym, co wpływa na lepsze radzenie sobie z bólem i nastrojem. Regulują również funkcje odpornościowe.

 

l   Są jak czekolada. W badaniach laboratoryjnych wykazano, że podnoszą poziom endorfin odpowiadających za uczucie przyjemności. Po ćwiczeniach, co mogę śmiało potwierdzić z własnego doświadczenia, pojawia się uczucie przyjemnej sytości i brak łaknienia.

 

Lekarz i badacz Norman Shealy dokonał ciekawego porównania między ludzkim hormonem a qi. Hormon DHEA, znajdujący się w mózgu i nadnerczach, jest niezbędny do syntezy hormonów płciowych. Jego poziom maleje nie tylko z wiekiem, ale w dramatyczny sposób obniża się przez stres i pośpiech. Tymczasem, według teorii qigongu i chińskiej medycyny, energia seksualna (jing) mieści się – podobnie jak hormon DHEA – w nadnerczach i mózgu, będąc wskaźnikiem poziomu naszej witalnej, seksualnej energii oraz odporności na choroby. Jing można pielęgnować wyciszeniem i spokojem, natomiast ogromnie spada jego poziom pod wpływem stresu i pośpiechu.

Dobry poziom DHEA może pomóc w leczeniu nowotworów, cukrzycy, nadciśnieniu, AIDS, zespole przewlekłego zmęczenia i działać jako terapia zastępcza przeciw starzeniu się. Ażeby podnieść poziom DHEA, dr Shealy po badaniu tysięcy pacjentów zaleca uzdrawiające techniki wyciszenia, jak qigong i medytacje, oraz korzystanie z kąpieli słonecznych, gdyż światło słońca intensywnie stymuluje produkcję DHEA.

Udowodniono już, że każda żywa komórka emituje cząsteczki światła, zwane biofotonami, które wibrują w tej samej częstotliwości, co prędkość światła. Od początku historii qigongu, światło było odpowiednikiem qi. Jednym z wcześniejszych ideogramów dla qi jest obraz światła promieniującego ze słońca.

To dlatego, jeśli tylko umysł pozwoli nam zostawić w domu troski i inne problemy, kochamy wakacje i długie, ciepłe słoneczne dni, a także odpoczynek i cudowne lenistwo.

Jak widać, stała praktyka qigongu i taichi uruchamia w ciele prawie wszystkie procesy utrzymywania życiowej energii, co stwarza możliwość uzdrowienia większości chorób czy dolegliwości i to w prosty sposób, bo zaledwie dzięki korzystaniu z funkcji, układów i systemów tworzących nasze psychofizyczne ciało. Qigong i taichi mają aktywizować, pobudzić i wzmocnić to, co jest dobre i podarowane z natury.

Istnieje mnóstwo dowodów na poprawę zdrowia, ale wiedzą o tym tylko zainteresowani: lekarze i mistrzowie qigongu oraz ich pacjenci. Wiedzą jeszcze ludzie, którzy sami regularnie zajmują się tą praktyką i dzielą się nią z innymi.

Wiele badań dotyczących korzyści płynących z tej praktyki trzeba jeszcze wykonać, żeby zmienić na inne nasze głęboko zakorzenione myślenie i podejście do współczesnej medycyny, lekarzy do pacjenta i pacjenta do samego siebie. Przykładowo jest kilka sprawdzonych form qigongu przeznaczonych dla chorych na raka, ale w zachodnich krajach medycyna konwencjonalna zakazuje korzystania z alternatywnej, a tym bardziej komplementarnej terapii, jaką jest TCM, chyba że pod okiem lekarza, który się na to zgodzi. A nie jest łatwo znaleźć tak otwarty umysł, który nie bałby się wziąć za to odpowiedzialności.

Słynny cytat z chińskiej biblii medycyny Żółtego Cesarza właściwe podejście do leczenia wyraża tak: „Mądry lekarz leczy choroby, zanim się rozwiną, a nie, kiedy się już pojawią”.

Ten sam sens ma popularne powiedzenie: Lepiej zapobiegać niż leczyć.

To my jako społeczeństwo powinniśmy zacząć tego wymagać od służby zdrowia. Czyż lekarze i instytucje medyczne nie po to są powołane, by służyć naszemu zdrowiu?

Mając świadomość, jak funkcjonuje nasze ciało we wszechświecie, znając jego bezpośredni związek ze światłem i moc, jaką władamy oraz mając podstawową wiedzę o sprawdzonych terapiach i metodach leczenia, sami możemy dokonać wyboru. Wtedy znacznie mniej czasu spędzilibyśmy w przychodniach, poczekalniach gabinetów przemysłu medycznego.

Nie tylko nasza własna opieka zdrowotna byłaby wolna od coraz wyższych kosztów leczenia. My bylibyśmy wolni, bo stalibyśmy się prawdziwymi i świadomymi opiekunami swoich ciał.

 

*dr Roger Jahnke, lekarz TMC, m.in. założyciel Self Action Clinic w Santa Barbara, USA.

**„Relaxation Response” – badania dr. Herberta Bensona, lekarza i naukowca  z Harvardu nad redukcją stresu i poprawą funkcjonowania genów.

 

Katarzyna Miernicka

 

Źródła:

Roger Jahnke, OMD „The Healer Within”, USA, HarperCollins, 1999 r. i „The Healing Promise of Qi”, Mc Grow Hill, 2002 r.

Kenneth Cohen „The Way of Qigong”, Balantine Book, 1997.

New England Journal of Medicine, Fries, Koop, 329:321-325, 7/93.