Szczęście jest naszą prawdziwą naturą i leży u źródeł naszego serca-umysłu. Nie można go osiągnąć, można je tylko odsłonić. Rupert Spira

 

SZCZĘŚCIE TO SPOKÓJ

Buddyjski nauczyciel Geshe Kelsang Gyatso powiedział, że nasz umysł jest jak balon na wietrze dmuchany w jedną i drugą stronę przez zewnętrzne okoliczności.  Kiedy rzeczy idą dla nas pomyślnie, jesteśmy szczęśliwi. Ale kiedy coś się dzieje nie po naszej myśli, na przykład  gdy musimy pracować z kimś kogo nie lubimy lub czujemy rozczarowanie, bo nasze oczekiwanie się nie spełniło – uczucie szczęścia znika. I dlatego stawiał swoim uczniom dwa proste pytania: Czy masz dziś dobry dzień? Jeśli tak, to drugie pytanie brzmi: Dlaczego?  Jeśli odpowiedź na pierwsze brzmi „nie”, to drugie pytanie brzmi również: dlaczego? A potem stawiał trzecie pytanie, które chyba jest najłatwiejsze: Czy jutro zamierzasz mieć dobry dzień, czy też zamierzasz, żeby był zły?A pojutrze? A po pojutrze? W następnym tygodniu?

Oczywiście odpowiedź jest prosta: każdy chce, żeby jego dzień był dobry, miły, szczęśliwy. Nikt nie powie, jeśli tylko jego odpowiedź będzie szczera: „chcę mieć w poniedziałek zły dzień”. Jasne, że nie! Kiedy jesteśmy szczęśliwi, każdy dzień jest dla nas udany. A przecież chcemy być szczęśliwi każdego dnia. Nie ma ani jednego dnia, w którym nie chcielibyśmy być szczęśliwi.

Ale bez względu na to czy masz dobre czy złe dni, najistotniejsze jest to, jak odpowiedziałaś na drugie pytanie: Dlaczego miałaś dobry lub zły dzień?

Zastanów się jak często odpowiadasz sobie: Bo spotkały mnie fajne i pomyślne wydarzenia”.

Niestety owe pomyślne zdarzenia zależą od zewnętrznych czynników. A zatem, nie będzie to miało nic wspólnego ze stabilnym szczęściem, bo nasze szczęście będzie zależne od innych: ludzi, najrozmaitszych wypadkowych wydarzeń i okoliczności.

Jeśli zawsze chcemy mieć dobry dzień, trzeba przestać korzystać „z usług” zewnętrznych wydarzeń zarówno tych pomyślnych jaki i nie, aby czyniły nas szczęśliwymi. Innymi słowy powinniśmy przestać uzależniać nasze szczęście od ludzi i od tego, co się wydarza na zewnątrz i powinniśmy przestać obwiniać innych za swoje poczucie nieszczęścia. Bo tak długo, jak będziemy oczekiwać, żeby ludzie uczynili nas szczęśliwymi i obwiniać, jeśli tego nie zrobią, nasze poczucie szczęście będzie niestabilne.

Wszystkie wielkie religie i tradycje duchowe w taki czy inny sposób sygnalizują, że ostateczny cel naszego życia, nieprzemijające spokój i szczęście, znajduje się w nas i jest w zasięgu wszystkich ludzi bez różnicy, niezależnie od  warunków w jakich żyją.

A zatem pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że każda, ale to absolutnie każda istota chce być szczęśliwa. I to, że prawdziwe szczęście nie zależy od obiektów, ludzi, wydarzeń tzw. zewnętrznych.

Następną ważną rzeczą jest ażeby bardzo świadomie i aktywnie pielęgnować źródło spokoju w sobie. Spokój jest naszą prawdziwą naturą i traktuje się go na równi ze szczęściem.

To, co potocznie nazywamy szczęściem lub nieszczęściem, jest zmienne zgodnie z aktualnym stanem umysłu, a zatem przyczyny ich i tego, co nas spotyka nie znajdziemy poza umysłem, one biorą się z umysłu, a dokładniej zależą od naszego nastawienia i od tego jak zareaguje nasz uwarunkowany umysł.

Jeśli nasz umysł jest spokojny i uważny, to pojawia się szczęście niezależnie od innych ludzi, obiektów czy wydarzeń. Nawet jeśli rzeczy nie idą tak, jakbyśmy tego chcieli, jeśli tylko zachowamy spokój (a zawsze powinniśmy odwołać się w sobie do wewnętrznego spokoju, jeśli już mamy pewność, że chcemy podążać ścieżką prawdy), to okaże się, że zewnętrzne wciąż zmieniające się okoliczności nie przesłaniają wrodzonego szczęścia.

Jeśli okoliczności zewnętrzne są sprzyjające, ale nasz umysł jest niespokojny, pobudzony, nadmiernie aktywny, to również w tym stanie nie będziemy odczuwać szczęścia. A zatem, czym jest to trwałe szczęście i jak być szczęśliwym każdego dnia?

NATURA SZCZĘŚCIA

Jeśli ktoś pokusiłby się i wyciągnął z powyższego wniosek, że szczęście ma kształt naszego umysłu’, nie byłaby to prawda, bo szczęście nie ma w ogóle kształtu. Tak jak w przypadku miłości. Wiemy, że jest miłość, ale nie możemy jej zdefiniować, bo ona nie jest obiektem. Możemy jej tylko doświadczać. I tak samo jest ze szczęściem.

Najpierw trzeba poznać i zrozumieć naszą własną Naturę.

„Wyobraź sobie niebo zasnute całkowicie chmurami. W pewnym momencie otwiera się w nim mały skrawek błękitu, a wkrótce pojawia się dużo więcej takich skrawków, pozornie ze sobą niepołączonych, pojedynczo pojawiających się i znikających szarych chmur. Szczęście niczym kawałek błękitu może się początkowo wydawać tymczasowym doświadczeniem, ale gdy się je zbada, okazuje się być wiecznie obecnym i zawsze dostępnym fundamentem naszego doświadczenia”. Rupert Spira

W dzieciństwie i wczesnej młodości często bywamy szczęśliwi, choć nie umiemy tego stanu nazwać. To dosłownie jest stan bez-troski (tak jak beztroskie potrafią być dzieci i młodzież), stan, do którego tak wszyscy później tęsknimy, myśląc, że bezpowrotnie minął wraz z naszą młodością, jest naszą prawdziwą naturą. To Świadomość, która nigdy się nie starzeje natomiast przejawia się poprzez każde narodzone psychofizyczne ciało, dzięki czemu możemy doświadczać życia.

Często uważamy beztroskę za coś niepotrzebnego i z wiekiem niedojrzałego. A  w naszym życiu pełnym stresów i napięć jest to bardzo pożądany stan spokojnego, zrelaksowanego umysłu. Nie chodzi o to, żeby w nim trwać cały czas, bo to jest niemożliwe, ale żeby korzystać z niego, by neutralizować całe to nasze przeciążenie nadmierną aktywnością. Czyli zamiast wciąż ‘wyprowadzać naszą uwagę ‘na zewnątrz’, skupiając się na różnych aktywnościach, powinniśmy się raczej uczyć świadomie ją rozpraszać i wówczas następuje prawdziwe rozluźnienie i zrelaksowanie.

Jeśli prawdziwe szczęście jest w nas, to musimy je znać, wiemy, że istnieje, bo możemy je odczuwać. Rzecz w tym, że mylimy ten stan z zaspokajaniem przyjemności i z byciem zadowolonym. Myślimy, że takie szczęście przyniesie nam zażegnanie życiowych problemów. A ponieważ to umysł kreuje, zarządza i trzyma w sobie problemy, sytuacja trwa bez końca. Pozostajemy w iluzji, że kiedyś, w jakiejś bliskiej przyszłości rozwiążemy je i staniemy się szczęśliwi.

Ale szczęście nie jest tymczasowym doświadczeniem pojawiającym się na zmianę z nieszczęściem. Nie jest przeciwieństwem nieszczęścia, tak jak błękitne niebo nie jest przeciwieństwem chmur. Tak samo jak chmury przesłaniają niebo, tak nieszczęście przesłania prawdziwe szczęście.

Podobnie jak wielu z nas, również przeczuwałam, że obiekty i związki na zewnątrz nie przyniosą trwałego usatysfakcjonowania i poszukiwałam tego prawdziwego szczęścia. Dlatego zmieniłam kierunek poszukiwań. Zaczęłam przyglądać się sobie, własnej naturze, swoim reakcjom. To nasz zmienny umysł czując się ważny i całkowicie uzależniający miłość i szczęście do obiektów, oddziela się i … cierpi. Sam umysł jest narzędziem poznania, a ponieważ identyfikujemy się z nim, uznając, że jesteśmy umysłem, niezwykle rzadko odczuwamy to głębokie szczęście, które jest przyrodzone i wpisane w samo istnienie.

To 'stan spokoju umysłu’, automatycznie odkrywa to szczęście. Stan szczęśliwości pojawia się wówczas w sposób naturalny.

Zawsze mamy wybór wracać do naszej Natury bycia świadomym, spokojnym lub dać się wciągać w tę sztuczkę identyfikowania się z umysłem, doznaniami ciała, negatywnymi uczuciami i.. pogoni za szczęściem na zewnątrz. Nie do wiary, jak bardzo to zależy od nas samych!

Kiedyś ktoś mnie zapytał: „Zastanawia mnie mocno jak to jest możliwe, że umysł przesłania Jaźń, że stałem się nieautentyczny, że prawdziwa natura musi być dopiero odkrywana, tym bardziej nie daje mi to spokoju, że większość życia oddałem na pastwę umysłu. Ciebie, jak mówisz, także wiele trudu kosztowało odnalezienie prawdziwego szczęścia. Dlaczego zatem tak się dzieje, że popadamy w iluzję, w kłamstwo? Czy to jest jakiś etap dorastania, którego nie sposób uniknąć? A jeśli jest to dojrzewanie, to przecież nie niezmienna Jaźń dojrzewa… Czy to umysł dorasta do wyrażania Jaźni?”
Otóż umysł do niczego nie dorasta. Jest repetytywny: ma zapamiętywać, zbierać i przetwarzać informacje oraz projektować obrazy, wyobrażenia.
Dotyczy to każdej istoty ludzkiej, która się rodzi,  różnimy się tylko uwarunkowaniami, środowiskiem w jakim wzrastaliśmy. To, na jakim poziomie uświadomienia było to środowisko, pokazuje jedynie czy dostałeś więcej czy mniej wsparcia. Nic ponadto. Klasa, pochodzenie, również nie mają znaczenia. Arystokrata czy zwykły rolnik mogą tkwić w takiej samej iluzji bycia odrębną istotą. Natomiast im większe trudności, tym silniej wcielona dusza poszukuje.

Wielu ludzi zaobserwowało fakt, że przyśpieszony rozwój duszy (a tak naprawdę to jej powrót do źródła szczęścia), następuje bardzo często gdy zachorujemy, albo staniemy w obliczu najbardziej niechcianych nieszczęść. Choroba, śmierć bliskiego jest szansą i  może zatrzymać człowieka, otworzyć mu oczy na zwrot ku sobie, do wnętrza.

Przeszkody są tylko pozorne. Chodzi o to, żeby pojawiła się paląca potrzeba życia w prawdzie, odkrycia swojej prawdziwej natury. To wszystko. Wówczas nieważne ile czasu tkwiłeś w iluzji, nie ma to znaczenia. Poczujesz się szczęśliwy, już tylko czując trop. Nie zechcesz zawrócić.

To kim naprawdę jesteśmy to szczęście samo w sobie. Głęboko to czujemy. Ale kiedy utożsamiamy się z naszym ciałem psychofizycznym, ‘osobą’, natychmiast tracimy szczęście. A kiedy je gubimy, zaczynamy za nim tęsknić. Nigdy go nie utraciliśmy, to tylko wkroczenie egoczyli utożsamienie się z myślą, że jesteśmy oddzieloną istotą. Do czasu, dopóki nie będziemy zmęczeni tą grą odrębnej istoty. Tęsknota za szczęściem, Bogiem jest doświadczana wyłącznie z punktu widzenia takiej istoty.

Próbując osiągnąć spokój i szczęście leżące u źródła podstaw nas samych większość medytacyjnych szkół poleca kontrolowanie umysłu, jego skupianie bądź obserwowanie, jednak w naszym podejściu, (nidualizmu), że jesteśmy spokojem, szczęściem, świadomością, medytacja nie ma w żaden sposób zmieniać doświadczenia. Służy jasnemu widzeniu podstaw naszej prawdziwej natury.

 Tak naprawdę powinniśmy obserwować własne reakcje w codziennym życiu, bo one są najczęściej wynikiem negatywnych programów myśli i uczuć. I za każdym razem spokojnie powracać do stanu równowagi w sobie, wpływając tym samym na nasze relacje i otoczenie. I musi to być prawdziwy spokój, nie udawany, Nie zrażajmy się również, kiedy zrozumienie przyjdzie po fakcie gwałtowniejszego zareagowania. To jest proces, który będzie się skracał. Nie mamy zamiaru i nie możemy zmieniać faktów, wydarzeń, włącznie z wypadkami dotyczącymi naszego ciała fizycznego. Mamy uwolnić się od nawykowego umysłowego oceniania, osądzania, narzekania i skurczu emocjonalnego. Zmiana kierunku naszej uwagi z ‘uczepienia się’ obiektów zewnętrznych na siebie jest właściwym zakończeniem pogoni za szczęściem.

Słowa mojego nauczyciela najlepiej oddają to, jak wyrażać szczęście na co dzień: zacznij żyć z całkowicie innym nastawieniem. Niech punktem wyjścia w tej przemianie będzie szczęście w tobie, a nie poczucie braku i stary nawyk szukania go. Zacznij od szczęścia w sobie, nie musisz wyruszać w żadną drogę ‘do szczęścia’.

SZCZĘŚĆIE-SPOKÓJ JEST TERAZ LUB NIGDY NIE PRZYCHODZI. Nie znajdziesz niczego w przeszłości lub przyszłości, ponieważ one nie istnieją. Tylko myśl o nich jest teraz. F. Lucille.

Źródła:

Francis Lucille, ‘The Perfume of Silence, wyd. Truthspeach Production, 2006 , USA

Rupert Spira, Być świadomym bycia świadomym, wyd. To Co Jest, 2021r.