„Każda istota ludzka jest odpowiedzialna za swoją przemianę, która jest niezależna od wiedzy i czasu. Mówimy o totalnej przemianie czegoś, co w nas tkwi.” J.Krishnamurti

   Jest jakiś obłęd w tak zwanej normalnej ludzkiej świadomości. Miliony ludzi, którzy giną w okrucieństwie wojen, nie zostały zamordowane przez psychopatów czy kryminalistów. Ilość zamordowanych ludzi przez kryminalistów jest bardzo mała w porównaniu z liczbami ofiar, które zostały zamordowane przez ‘normalnych ludzi’. A zatem ‘normalność’ równa się ‘obłęd’.

Któryż to już raz jesteśmy świadkami tego, jak rośnie i panoszy się zbiorowy i pospolity element nieświadomości. 

Trwający dwa lata akt pierwszy terroru utraty zdrowia, który przez chwilę istotnie zatrzymał cały świat, miał na celu przestraszyć nas – widzów – i przejąć nad nami kontrolę. W odsłonie drugiej oglądamy już starą, utartą pokazówkę: ‘I ty też możesz zostać martwym Indianinem’. Masz się naprawdę przerazić i robić to, co dyktujemy, bo może spotkać Cię to, czego najbardziej się obawiasz: śmierć.

Zastanawiające jest dlaczego tak szybko zapomniano o Syrii czy Bałkanach, regionach i krajach, które nie prosiły o wojnę, a jednak nie miały w tej sprawie wiele do powiedzenia. Najwidoczniej ingerencja z zewnątrz tych, co mają wpływy przestała byc opłacalna. Nie wspominając całej Afryki, gdzie od wielu dekad aż do dziś odbywają się najgorsze zbrodnie i doświadczenia na jej mieszkańcach. Poza tym, jako stary, odrębny kontynent, to chyba najwygodniejsze miejsce do prania światowych brudów ambitnej i zasłaniającej się demokracją cywilizacji zachodniej

Chyba nie ma już wątpliwości, że wojna jest po to, by załatwiać wyłącznie swoje interesy, bez względu na ofiary, byle tylko ją strategicznie rozegrać i ‘logistycznie’ umieścić najbliżej obszarów bogatych w surowce i inne bogactwa.

  Pokój jest naturalnym stanem, kiedy dominuje prawda, a wojna jest konsekwencją panowania fałszu. W historii cywilizacji człowieka pokój panował tylko przez 7 procent czasu, a wojna trwała przez 93 procent  czasu. Podstawą wojny jest niewiedza, która jest automatyczną konsekwencją faktu, że ludzki umysł jest jeszcze na takim poziomie ewolucji, że nie potrafi odróżnić prawdy od fałszu.” D. R. Hawkins

To aż niewiarygodne: prawie cały czas gdzieś na świecie wybucha wojna z przerwą na maleńki oddech dla względnego pokoju.

Ludzie muszą w końcu zobaczyć mechanizm wojen. Muszą być udręczeni kłamstwem, manipulacją  i powtarzającym się scenariuszem zbiorowego obłędu pojawiającego się zarówno z winy tych, co manipulują, jak i nas samych, którzy na to przyzwalamy.

Bardzo łatwo angażujemy się w wydarzenia światowe, nie widząc lub nie chcąc widzieć, że dokładamy się tylko do kolektywnej nieświadomości jakiegoś wydarzenia, w momencie kiedy stajemy po którejś ze stron. Przyzwalamy wówczas na fałsz tych, którzy chcą ugrać swoje interesy, nawet jeśli jesteśmy do nich w opozycji. Opozycja to stan, w którym stawiamy opór, jesteśmy przeciwni komuś, czemuś i najczęściej podsycone to jest wrogością . Angażując się  w daną prowokację, natychmiast stajemy po drugiej stronie barykady i w ten sposób dodajemy konfliktowi jeszcze więcej energii.

Oczywiście nie chodzi o to, że pozostajemy bierni i nie pomagamy innym, kiedy możemy i taka pomoc jest fizycznie potrzebna.

Jeśli głęboko zrozumiemy powyższy mechanizm i to, że naturalnym stanem jest równowaga i pokój, a każda wojna jest wynikiem panowania fałszu, to najlepszym wyjściem jest trzymanie się prawdy i pokoju w sobie samym  jako metody na przywrócenie światowego pokoju.

Jak powiedział jeden z mądrych ludzi: ‘wojna zaczyna się w nas’.

 Oznacza to, że sami nosimy w sobie gniew, złość, zazdrość, chciwość, poczucie przegranej, chełpliwość wygranej, poczucie winy, czyli wszystkie te stany, które wywołują ten sam mechanizm buntu, oporu, rywalizacji i walki. A zatem najpierw trzeba to w sobie dostrzec. Bez obserwacji tego, nie będziemy mogli odróżnić prawdy od fałszu. Nie będzie spokoju w naszym sercu. Nie będziemy mogli emanować tym pokojem, wnosząc w ten sposób jego wartość do tego, co się dzieje.

Jedno z uniwersalnych praw mówi: czym promieniujesz, tym się nasycasz. To dlatego przyciągamy w życiu wydarzenia, które rezonują tą samą jakością. Kiedy nosimy w sobie złość, nienawiść, to spotykamy się z tym dużo częściej niż ludzie pogodni, spokojni. Masz w sobie dużo goryczy, niezgody, lęku? Zaobserwuj co przytrafia ci się częściej w życiu: pomyślne sytuacje, czy porażki, odrzucenia? Co przyciągasz, jaki świat widzisz? Nie ma zbiegów okoliczności. Istnieje synchron w rzeczywistości, ponieważ wszystko jest ze sobą bardziej widocznie lub mniej połączone.

Ty jesteś światem. Widzisz to, co chcesz widzieć. Nie zmienimy świata, jeśli sami nie dokonamy w sobie tej przemiany, jaką jest wyjście ponad barykadę, poza dualizm.

My po prostu nie wierzymy w to, że jesteśmy wszyscy połączeni z całym kosmosem jedną, nieograniczoną świadomością, albo lękamy się to zobaczyć, czując, że wówczas przestaniemy żyć. Ale to tylko nie sprawdzone przekonanie.

Wolimy trzymać się zaprogramowanego prawa dualności, polaryzacji, które na poziomie praktycznym jest bardzo potrzebne, (dzień-noc, przód-tył, wdech-wydech, kobieta-mężczyzna). Prawo to równoważy energię w ten sposób manifestującą się w naszej rzeczywistości, na przykład dwubiegunowość w naturze, ale nadal pokazuje połączenie. Przód ciała i tył nie są oddzielone, orzeł i reszka to jedna moneta, siły jin i jang nie istnieją bez siebie, itd. Wszystko stanowi całość.

 Jednak kiedy zaczynamy dawać opinie, reagować stereotypowo, manipulować, daleko wykraczamy poza to prawo, nie widząc jedności a tworząc podział (zło-dobro, brzydki-piękny, lepszy-gorszy). Jako ludzkość od wieków powtarzamy i utrwalamy program podziału i izolowania się w ten sposób od innych. Mechanizm wszystkich wojen właśnie z tego wypływa.

Wszelkie konflikty w związkach, pomiędzy ludźmi, społecznościami, narodami (również aktualna wojna), opierają się wyłącznie na wierze w to, że jesteśmy oddzieleni od innych.

Jeśli chcielibyśmy naprawdę przyczynić się dla dobra ludzkości, to sami powinniśmy chcieć uwolnić się od tego przekonania. Uwolnić się od wiary i uczucia, że inni są inni.  Rozpoznać, że dzielę z każdym to samo istnienie; z ludźmi, których lubię i nie lubię, których poważam i których nie szanuję, z którymi się zgadzam i nie zgadzam.Nie mamy obowiązku lubić wszystkich, wolno nam wybrać i żyć z ludźmi, z którymi czujemy bliskość i których kochamy, z którymi łączy nas podobna filozofia życia, wówczas naturalnie tworzą się wspólnoty.                           Najpierw muszę to zrozumieć w sobie. A następnie próbować wyrazić to zrozumienie ‘na zewnątrz’ w sposób, w który najlepiej mogę to zrobić.

Jest wiele sposobów na wyrażenie tego zrozumienia w zależności od własnych umiejętności i możliwości oraz tego, czym się zajmujemy. Niektórzy bezpośrednio zaangażowani w konflikt być może będą musieli wyrazić to bardziej aktywnie, czyli przedsięwziąć konkretne działania, (np. przynieść ratunek, ofiarować pomoc czysto bytową,  ochronić i zabezpieczyć siebie, rodzinę i wszystkich poszkodowanych, którzy potrzebują pomocy. Niestety zbiórki pieniędzy nie dają gwarancji, że dotrą do właściwych rąk.).

Jednak nikt z nas nie uwolni się od cierpienia, mając przekonanie o swojej odrębności od reszty świata. Ani ci, którzy w imię sprawiedliwości stają do walki, ani ci, którzy uważają, że ich to nie dotyczy.                                     

Jesteśmy różni, ale nie oddzieleni. Trafnie ujął to Nelson Mandela: „nasz świat nie dzieli się na rasę, kolor, płeć czy religię. Nasz świat jest podzielony na mądrych ludzi i głupców. To głupcy dzielą się na rasy, kolor, płeć i religie”.

Społeczeństwo tworzy każdy z nas

Społeczeństwo, narody, wspólnoty nie mają niezależnej egzystencji. My tworzymy społeczeństwo. A społeczeństwo jest tym, czym na co dzień jesteśmy.

Przez zrozumienie, że współdzielimy ze wszystkimi nasze jestestwo, możemy wnieść harmonię do świata. Tylko wtedy w naturalny sposób płynie współczucie . I to jest Miłość.

Nasza Gaja

Należy również zmienić nasz stosunek do planety, mamy poczuć to w sercu, że Ziemia nie jest martwym ciałem. Żyje. Jest wielkim żyjącym organizmem, tak jak organizm każdego z nas. Potrzebuje zdrowia, dokładnie w takim stopniu jak my go potrzebujemy. Matka Ziemia teraz cierpi. Cierpi z powodu naszego gatunku ludzkiego, który uzurpował sobie opiekę nad wszelkim życiem na niej. Miał być Gospodarzem, a stał się bezwzględnym rabusiem. I w ten sposób wszyscy jesteśmy świadkami dewastacji i wyniszczenia środowiska. Przyczyna tego jest oczywista: jest w nas ludziach za dużo chciwości i za dużo pragnień.

Wielu ludzi na świecie, którzy bezpośrednio dbają o planetę i opiekują się dziką przyrodą , oraz mnóstwo zwykłych jej mieszkańców, którzy po prostu kochają naturę, widzi jej cierpienie. Dlatego trzeba zweryfikować chciwość i nadmiar pragnień w sobie. Trzeba zwolnić tempo życia teraz. Czyniąc to dla Ziemi, czynimy dla siebie. Nie piszę ‘dla przyszłych pokoleń’, bo stało się to sloganem i nie ma przełożenia na konkrety. Przyszłość będzie dokładnie taka, jak to, co zrobimy dzisiaj.

Czy przyjmujemy to jedynie intelektualnie? Czy też rozumiemy to głęboko?

Czy możemy przyjąć odpowiedzialność za te przemianę w nas samych? Za uwolnienie się z mitu, że swiat i my to dwie rózne rzeczywistości?

Chodzi zawsze o to samo: o brak spokoju, równowagi i harmonii. A powyższe pojawia się, kiedy czujemy jedność ze wszystkim, nie czujemy, że jesteśmy oderwaną istotą. 

Kiedyś, blisko 25 lat temu, przeżyłam takie doświadczenie: podczas drzemki w ciągu dnia,, zapadłam w głębszy sen, ale bez marzeń sennych, raczej było to na pół jawie. I nagle poczułam rytm i pulsowanie, jakby oddech Ziemi. Było to tak potężne odczucie, że w tamtej chwili nie było mowy o żadnej obserwacji jako świadek, żadnego komentarza umysłem. Byłam natychmiastowo wciągnięta w ten sam rytm oddechu, co nasza Gaja. Czułam się jak jeden z biliona listeczków jednego potężnego Drzewa Życia – Organizmu nieskończonej Istoty. Wówczas po raz pierwszy doświadczyłam odczucia całości istnienia. Wszystkie istoty oddychają w tym samym rytmie, nie tylko Ziemi, ale całego Kosmosu. 

To Bóg- Miłość oddycha nami. To jeden z dowodów, że jesteśmy  połączeni oddechem Miłości. . My sami kreujemy myśl, że jesteśmy odrębną indywidualnością i w ten sposób oddzielamy się od Niej. Czy możemy przestasć oddychać?

 

Źródła:

J.Krishnamurti, „O konieczności przemiany”, wyd. Zysk i spółka, 1994 r.

D.R. Hawkins, „Prawda czy fałsz”, wyd. Virgo, 2019 r.